czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 2


 W końcu koniec lekcji, czym bliżej wakacji tym lekcje są dłuższe a ja mam więcej problemów. Wracając do domu- a mam dość długi kawałek do przejścia bo ok. 3 km- myślałam tylko o słowach nauczyciela ,, Niestety masz też pecha''. Pan Kaserman- bo tak się nazywa- zawsze był trochę dziwny, ale dziś przegiął wszystkie granice. Może ma już dość mojego gadania i powiedział, że mam pecha aby uświadomić mi, że nie da mi spokojnie skończyć szkoły. Zawsze był dla mnie nie miły, mam nadzieję że jeszcze się nie pogorszy.
- Nic gorszego nie może się już chyba stać- pomyślałam, będąc już blisko domu. Nagle zauważyłam po przeciwnej stronie drogi ciężarówkę z firmy transportowej. Dziwne, nie słyszałam żeby ktoś nowy miał się wprowadzić a takie wieści u nas na osiedlu raczej szybko się rozchodzą. Nie przejmując się tym za bardzo dalej szłam do domu.
- Mamo, wróciłam.- krzyknęłam w drzwiach.
- Idź na górę zostaw plecak i schodź zjeść.- odpowiedziała przygotowując obiad.
Można by rzec, że mój dom jest mały ale zdecydowanie jak dla mnie i mojej mamy wystarcza. Mamy tylko siebie taty nawet nie poznałam, ponieważ odszedł gdy byłam niemowlaczkiem. Mama zawsze powtarza, że jego powołaniem jest wojna, nie wiem co to znaczy ale myślę, że także na wojnie zginął. Niestety to tylko moje przypuszczenia, ponieważ nigdy o nim nie rozmawiamy. Może gdybym miała rodzeństwo było by inaczej ale mam ten przywilej i jestem jedynaczką.
Wbiegając do pokoju ledwo nie przewróciłam się o swoje brudne ubrania porozrzucane po podłodze. Wydaje mi się, że będę musiała w nim kiedyś posprzątać ale jak na razie nie mam na to czasu. Co do mojego pokoju jest on dość dziwny. Ściany są koloru krwisto czerwonego a do tego meble koloru ciemnego wenge. Na szczęście wszystko rozświetla ogromne okno z którego mam widok na cały Nowy Jork. Rzuciłam więc plecak na łóżko i zbiegłam na obiad.
- Mamo, słyszałaś że ktoś nowy ma się wprowadzić na osiedle?- zapytałam niepewnie.
- Ktoś nowy się wprowadza? Nie, nie słyszałam.- odrzekła zamyślona sama pewnie się dziwiąc, że o tym nie wie- a jak było w szkole?
- W porządku.- odpowiedziałam jak co dzień
.
***

-Chodź za mną.- usłyszałam dziwnie znajomy głos- Chodź za mną.
- Kim jesteś?- krzyknęłam, pogrążona w otchłani ciemności nic nie widząc.
- Chodź za mną.- powtórzył- Chodź a odnajdziesz swe przeznaczenie.
Nagle zaczęłam spadać jak by ziemia zapadła się pode mną nie mogłam nic zrobić nie miałam czego się chwycić.
- Pomocy!- krzyknęłam z całej siły- Pomocy!
Nagle na dnie dziury w którą spadałam zauważyłam jasność. Przybliżając się wciąż zauważyłam co to jest. To lawa.
- Chodź za mną inaczej skończysz w Tartarze!- powiedział złowrogo.
Obudziłam się zalana potem leżąc na swym łóżku. Kątem oka spojrzałam na zegarek 3:05- no super- pomyślałam. Staje się coraz bardziej nadpobudliwa, mam problemy ze szkołą i jeszcze koszmary?!
- Kurwa uwziął się ktoś na mnie tam na górze?- szepnęłam patrząc w niebo. W tym samym momencie w oddali było słychać grzmot. Nie lubię burz więc lepiej pójdę szybko spać. Przeczesałam dłonią włosy, po czym znów zamknęłam oczy.

***

- Kochanie wstawaj bo spóźnisz się do szkoły!- obudził mnie krzyk mamy.
- Tak, już nie śpię.- odkrzyknęłam byle co by tylko dała mi spokój.
- Zostały trzy tygodnie szkoły, może przynajmniej teraz nie będziesz się spóźniać?- znów zaczęła krzyczeć.
- No dobra.- odparłam zwlekając się z łóżka tylko dlatego, by przestała wrzeszczeć. Jeszcze trzy tygodnie, i koniec gimnazjum. Niby każdy byłby zachwycony, ale ja mam złe przeczucia. Może to dlatego że jestem za dziecinna na swój wiek?
- A już na pewno nie wyglądam na swój wiek.- szepnęłam do siebie siadając przed lustrem. Nie lubię się przeglądać, ponieważ nigdy nie widzę prawdziwej siebie. Jedyne co widzę to malutką drobną dziewczynkę, z drobniutkim nosem oraz ustami i lekkim trądzikiem. Moje włosy mają dość specyficzny kolor są brązowe, lecz gdy wyjdę na słońce w magiczny sposób stają się rude. Nienawidzę tego! Jedyne co mi się we mnie podoba to moje zajebiście długie rzęsy oraz oczy które zmieniają kolor zależnie od mojego humoru. Zdarza się że są czarne jak węgiel, lecz niekiedy mają jasno piwny kolor. Nie jestem zbyt piękna a nawet jak dla mnie nie jestem ładna. To tłumaczy pewnie dlaczego nie mam chłopaka i czemu przyjaźnie się z najładniejszą dziewczyną w szkole. Gdzieś czytałam że dwie ładne dziewczyny zawsze będą wrogami za to ładna z brzydką zaprzyjaźnią się. Czy to prawda? Pewnie nie ale utkwiło mi w pamięci. W sumie nie ważne nie mam czasu o tym myśleć muszę szybko dokończyć ubieranie się i lecieć do szkoły.
- Pośpiesz się.- mówi mama zaglądając do mojego pokoju.
- Już idę.- po czym biorę plecak i wybiegam z pokoju.

***

- Znów nie ćwiczysz?- pytam się Iz widząc, że się nie przebiera- Wiesz ja się na koniec przestaje spóźniać może ty zaczniesz ćwiczyć na wf-ie?
- Przestań dobrze wiesz co myślę o wf-ach. Po pierwsze nie rozumiem jak można się przebierać w szatni w której jest dziesięć innych dziewczyn- spogląda na mnie gdy właśnie się przebieram. Oczywiście reakcja moich policzków jest natychmiastowa.- po drugie po co mam się pocić biegając bez sensu za piłką i potem chodzić spocona przez jeszcze trzy kolejne lekcje?!- powiedziała robiąc dumną minę która oznacza, że wie, że ma rację. W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek na lekcje.
- Masz racje ale ja na przykład nie wyobrażam sobie nie ćwiczyć, myślę że jak byś kilka razy spróbowała też by ci się spodobało- powiedziałam wychodząc tyłem z szatni.
- Auuu!- krzyknęłam wpadając na kogoś i upadając.
- Na bogów mogła byś uważać!- odwarknął chłopak. Podnosząc głowę zauważyłam że to nie byle jaki ,,chłopak'' to największe ciacho jakie w życiu widziałam. Ujrzałam o ok.15cm wyższego ode mnie chłopaka o krótkich złotych włosach ułożonych na jeża. A jego oczy po prostu rozjebały wszystko, dość, że duże to jeszcze w kolorze tak niebieskim jak bezchmurne letnie niebo. Dodajcie do tego świetną cerę i widoczną przez bluzkę dużą muskulaturę. Boże chyba się zakochałam.
- Przepraszam.- zdołałam tylko tyle powiedzieć.
- Nic się nie stało.- odparł- pewnie jesteś Lena?- po czym podał mi rękę i podniósł z ziemi.
- Yyy tak.- odpowiedziałam zdezorientowana, na pewno pamiętała bym gdybym już go widziała.- znamy się?
- Nie, ale szukam cię już od rana.- odrzekł spokojnie.




Sorki, że takie słabe ale to dopiero moja druga notka w życiu. Może jeszcze nauczę się pisać, a jeśli nie ni to cóż :( Piszcie co powinnam zmienić a co poprawić w tym blogu.

Pamiętajcie jeżeli czytacie KOMENTUJCIE !!!


2 komentarze: